Agatka z Markiem w szkole w Krzyżówkach, a ja w tym czasie uzupełniam swoją edukację czytając "Sprężynę" - Małgorzaty Musierowicz. Właściwie to wychowawłam się na Jeżycjadzie i ona rośnie razem ze mną - toż ja jestem w wieku Idy Borejko. I przyznam, że nie pominęłam żadnej części tej genialnej w humorze i prostocie serii.
Jak zwykle książka mnie wciągnęła i łyknęłam ją w jeden wieczór. Ale niestety pobudziła moje wątpliwości odnośnie ED. W książce pojawia się świetny nauczyciel języka polskiego. Taki z wiedzą, pasją, taktem i czasem dla dzieciaków. Czytam i czuje, że z czegoś ograbiam Agatkę. Co prawda Aga nie chodziła na żadne kółka zainteresowań, bo po prostu nie miała ochoty. Do tego mam świadomość, że nawet jeśli tacy nauczyciele są, to moje dziecko niekoniecznie musi na takiego trafić, a nawet jeśli trafi to niekoniecznie musi się zachwycić. O sobie jako o nauczycielu też myślę jako o dobrym rzemieślniku w zawodzie, ale nie artyście pociągającym za sobą swoich uczniów. Ot takie dylematy, mamy edukującej w domu, bo decyzję, co dalej trzeba będzie podjąć i to już niedługo.
A książkę polecam.
Etykiety
absolwenci
(6)
Agusia
(5)
angielski
(2)
Ania
(6)
artykuły
(8)
Budowanie w rodzinie relacji opartych na miłości
(3)
cała Polska czyta dzieciom
(1)
chemia
(7)
Co można zrobić z powieścią
(4)
Czas wolny
(29)
doświadczenia
(16)
ED
(122)
Edukacja domowa - pomyśla
(5)
Edukacja domowa nastolatków
(5)
egzaminy
(13)
fizyka
(1)
geografia
(3)
historia
(9)
kreatywność
(4)
Krzyżówki
(5)
Książka
(15)
matematyka
(2)
Montessori
(1)
nauka
(18)
plastyka
(10)
polski
(10)
Poradnia PP
(3)
prace pisemne
(4)
Rozkoszuj się swoimi dziećmi
(4)
Różnorodne wątpliwości związane z ED
(3)
skauting.
(6)
szkoła
(13)
Święta
(13)
teatr
(1)
the Boyer Blog
(17)
ustawa
(2)
video
(8)
Wakcyjna wyprawa
(5)
Warszawa
(17)
WOS
(1)
wychowanie
(9)
wycieczki
(28)
Zdjęcia
(4)
zgoda
(5)
zjazd
(9)
środa, 14 stycznia 2009
sobota, 10 stycznia 2009
Koniec sesji
Uff, nareszcie koniec egzaminów. Dzisiaj był ostatni z przyrody.
Wyniki zaskoczyły nas: j.polski – dobry; j.angielski – celujący; historia – celujący; matematyka – bardzo dobry; przyroda – bardzo dobry
Nie da się ukryć, że chociaż jesteśmy bardzo zadowolone z wyników, to obie mamy dosyć – jesteśmy po prostu zmęczone. Bo chociaż atmosfera jaką stwarzali nauczyciele i dyrekcja szkoły, naprawdę była bardzo, a to bardzo sympatyczna i życzliwa, to jednak wolałaby, aby tych egzaminów nie było. Czuję się tak, jakbyśmy mieli miesiąc (a nawet ponad miesiąc, bo przecież historię skończyłyśmy w listopadzie), do tyłu. Pewnie powtórki materiału pozwalają bardziej go utrwalić, jeżeli chodzi o pamięć długotrwałą, ale mimo wszystko, mam takie poczucie, że przez ten miesiąc nie szłyśmy do przodu. Kończę już ten temat, bo i tak nic nie zmienię w tej kwestii, a jak mawiał święty Franciszek: Panie daj mi siłę, abym zmienił to co zmienić mogę, daj mi wiarę, abym zaufał Tobie w tym czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość, aby potrafił odróżnić jedno od drugiego.
Obie jesteśmy zmęczone i potrzebujemy trochę przerwy od podręczników. Agatka będzie miała tydzień ferii., które spędzi z dziadkami w okolicach Gdańska. Potem kolejny tydzień ferii przymusowych – niestety czeka ją zabieg wycinania tłuszczaka z nogi. Ale i tak zamierzam przemycać jej trochę wiedzy np. poprzez książki – dzisiaj wypożyczyłam jej jedną z książek Szklarskiego – Tomek na czarnym lądzie. Mamy za sobą lekturę „W pustyni i w puszczy”, a teraz kolejna pozycja o Afryce, przy okazji której pooglądamy zdjęcia, przyjrzymy się mapie itd. Taka nauka geografii przy okazji. A ja w tym czasie, przyjrzę się bliżej temu co mamy obowiązkowo do zrobienia w II semestrze.
Wyniki zaskoczyły nas: j.polski – dobry; j.angielski – celujący; historia – celujący; matematyka – bardzo dobry; przyroda – bardzo dobry
Nie da się ukryć, że chociaż jesteśmy bardzo zadowolone z wyników, to obie mamy dosyć – jesteśmy po prostu zmęczone. Bo chociaż atmosfera jaką stwarzali nauczyciele i dyrekcja szkoły, naprawdę była bardzo, a to bardzo sympatyczna i życzliwa, to jednak wolałaby, aby tych egzaminów nie było. Czuję się tak, jakbyśmy mieli miesiąc (a nawet ponad miesiąc, bo przecież historię skończyłyśmy w listopadzie), do tyłu. Pewnie powtórki materiału pozwalają bardziej go utrwalić, jeżeli chodzi o pamięć długotrwałą, ale mimo wszystko, mam takie poczucie, że przez ten miesiąc nie szłyśmy do przodu. Kończę już ten temat, bo i tak nic nie zmienię w tej kwestii, a jak mawiał święty Franciszek: Panie daj mi siłę, abym zmienił to co zmienić mogę, daj mi wiarę, abym zaufał Tobie w tym czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość, aby potrafił odróżnić jedno od drugiego.
Obie jesteśmy zmęczone i potrzebujemy trochę przerwy od podręczników. Agatka będzie miała tydzień ferii., które spędzi z dziadkami w okolicach Gdańska. Potem kolejny tydzień ferii przymusowych – niestety czeka ją zabieg wycinania tłuszczaka z nogi. Ale i tak zamierzam przemycać jej trochę wiedzy np. poprzez książki – dzisiaj wypożyczyłam jej jedną z książek Szklarskiego – Tomek na czarnym lądzie. Mamy za sobą lekturę „W pustyni i w puszczy”, a teraz kolejna pozycja o Afryce, przy okazji której pooglądamy zdjęcia, przyjrzymy się mapie itd. Taka nauka geografii przy okazji. A ja w tym czasie, przyjrzę się bliżej temu co mamy obowiązkowo do zrobienia w II semestrze.
poniedziałek, 5 stycznia 2009
Recepta na Nowy Rok
Bierzemy 12 miesięcy, oczyszczamy dokładnie z goryczy, małostkowości i lęku, po czym rozkrajamy każdy miesiąc na 30 lub 31 części tak, aby zapasu starczyło dokładnie na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno z jednego kawałka pracy i dwóch kawałków pogody i humoru.
Do tego dodajemy trzy łyżki nagromadzonego optymizmu, łyżeczkę tolerancji, ziarenko ironii i odrobinę taktu. Następnie całą masę polewamy dokładnie dużą ilością miłości.
Gotową potrawę przyozdabiamy bukietem uprzejmości i podajemy codziennie z radościa i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbaty.
Nie wiem, kto jest autorem tej recepty. Ja otrzymałam ją od mojej siostry. Bardzo mi się podoba, więc lecę dosypywać tolerancję, takt i humor.
Każdy dzień przyrządzamy osobno z jednego kawałka pracy i dwóch kawałków pogody i humoru.
Do tego dodajemy trzy łyżki nagromadzonego optymizmu, łyżeczkę tolerancji, ziarenko ironii i odrobinę taktu. Następnie całą masę polewamy dokładnie dużą ilością miłości.
Gotową potrawę przyozdabiamy bukietem uprzejmości i podajemy codziennie z radościa i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbaty.
Nie wiem, kto jest autorem tej recepty. Ja otrzymałam ją od mojej siostry. Bardzo mi się podoba, więc lecę dosypywać tolerancję, takt i humor.
środa, 31 grudnia 2008
Ostatni dzień roku 2008
Jakoś tak jest, że ostatni dzień roku nastraja do podsumowań. Jaki był ten rok 2008 - z pewnością niezwykły. Dla nas był to rok, który nas zaskoczył (jak zwykle zresztą), bo nie wiedzieliśmy, że jego tematem naczelnym będzie Edukacja Domowa. A właściwie prawie cały był pod tym znakiem. Rok temu, mniej wiecej o tej porze wiedziałam, że muszę i chcę jakoś pomóc Agatce.,ale nie miałam pojęcia o możliwości jakie daje polskie prawo. Kilka miesiecy później mieliśmy już plan co zamierzamy zrobić. Potem załatwienie formalności, poznanie rodzin zajmujących się ED, szukanie własnego stylu (tego nadal poszukujemy) i rozpoczęcie nauki. Edukacja domowa nie jest prosta, wymaga czasu, zaangażowania, czasami (u nas rzadko) zderzenia z brakiem zrozumienia, były dni, że byliśmy zmęczeni - ale warto. Agatka naprawdę się rozwija i to nie tylko intelektualnie.
Rok kończy się artykułem w Gazecie Lubuskiej , w której znajduje się reportaż o Agatce. Zgodziłam się na ten reportaż, ponieważ może jakiś rodzic dzisiaj jest w takiej sytuacji jak myśmy byli w ubiegłym roku i szuka rozwiazania dla swojego dziecka? I może dla kogoś Edukacja Domowa będzie takim rozwiązaniem. Trochę dziwnie się czuję wiedząc, że oto zdjęcie moje i Agatki z naszymi imionami i nazwiskami w połączeniu z "kontrowersyjną" dla niektórych metodą podejścia do własnego dziecka - stały się własnością publiczną. To nic, jakoś to przeżyjemy. Jutro razem z Agą wybieramy się na Sylwestra do naszego kościoła, będziemy wśród przyjaciół rozmawiać sobie o starym roku. Ania jest w Warszawie na sylwestrowym zlocie młodzieżowym "Przełom" i ma tam dobry czas. No proszę jak to moje starsze dziecko już dorosło - Sylwestra spędza poza domem. Dobrze, że w doborowym towarzystwie.
Na koniec wszystkim Czytelnikom mojego bloga życze wspaniałego Nowego Roku - niech Was zaskoczy czymś niesamowitym, niespodziewanym, czymś o czym nawet nie śmiecie marzyć.
wtorek, 30 grudnia 2008
Sekrety elektroniki - c.d.
Nigdy bym nie przypuszczała, że Agatkę tak mocno wciągnie ten elektroniczny zestaw. Kiedy Marek przyniósł go do domu byłam przekonana, że oprócz jego cudownych wspomnień z dzieciństwa, kiedy bawił się elektroniką jako młody chłopak i rozkręcał radyjka i inne urządzenia, nic innego nam z tego nie przyjdzie. Uśmiechałam się dobrodusznie (przyznaję, ze skruchą) na myśl o tym jak będzie sie bawił - przecież każdy tata musi mieć swoją elektryczną kolejkę. A tutaj proszę niespodzianka. Aga jest gotowa zrobić wszystko (nawet zadania z matematyki) bylebym tylko pozwoliła jej pobawić się tym zestawem i coś zrobić. No i bawi się, a przy okazji uczy np. tego że kierunek wstawienia diody wpływa na to czy urządzenie zadziała czy nie (nie miałam o tym dotąd zielonego pojęcia :) - człowiek uczy się przez całe życie.
Ale mając taką zabawkę, aż przyjemnie robić te obwody, a jak prosto, żadne lutowanie tylko przypynanie na zatrzaski. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę - dziecko, które zabiera się za elektornikę zaczyna od istoty rzeczy.
To urządzenie na zdjeciu jest generatorem sygnałów dźwiękowych karetki pogotowia, karabinu maszynowego i wozu policyjnego - do wyboru. Uf - nareszcie ucichło hihihihi
Sekrety elektroniki
Marek wybrał się do sklepu na poświąteczne zakupy i wrócił z zabawką edukacyjną dla dzieci "Sekrety elektroniki"
Agatka zabrała się od razu za budowanie obwodów z palącymi się żarówkami i wiatraczkami. Zafascynowało ją to. Odłożyliśmy na chwilę ekosystemy i odmianę przez przypadki, ważna była elektronika (może to słowo sobie poodmieniamy hihihi). A wieczorem, kiedy Aga "poszła" spać, okazało się, że cichutko, w tajemnicy przed nami majstruje radio. I zmajstrowała. Trochę trzeszczy, ale odbiera. Kiedy zawołała nas, aby się pochwalić, nawet nie potrafiłam się na nią gniewać, że nie śpi, chociaż powinna.
Jest to najmniejsze pudełko z serii, ale i tak bardzo kształcące. Może za jakiś czas kupimy większe, albo zacznie działać z prawdziwymi obwodami, a nie zabawkowymi. A może zakupię jej małego chemika? Jakoś trudno było mi zachęcić ją do robienia doświadczeń chemicznych, kiedy jakieś chciałam zrobić, ale może było ich za mało? Albo brakowało kolorowej książeczki w prosty sposób przedstawiającej, co należy zrobić?
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Życzenia na nowy rok 2009
W nadchodzącym roku - wszystkiego co najlepsze i najwspanialsze - życzy Agatka z rodzicami
Olejny aniołek namalowany przez Anię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)