Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżówki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 kwietnia 2010

Koniec szkoły podstawowej

Agatka jest już po egzaminach - wszystkich. Wszystkie zdała dobrze i na luzie. Najbardziej bała się egzaminów ustnych - mówiła, że nie znosi jak zadają jej pytanie, a potem trzy osoby "wgapiają się we mnie". A tu okazało się, że nauczyciele w Krzyżówkach przeprowadzili je tak, że moje dziecko nawet nie zauważyło, że zdaje egzamin. "Po prostu rozmawiałam sobie z panem o histori". - powiedziała i nie zauważyła, że pan wyciąga od niej informacje o interesującym go przedmiocie. Ciekawe - jak oni to robią?

Z tego powodu trochę żałuję, że nie będą mieli póki co gimnazjum. Bo brak stresu egzaminacyjnego to jednak jest jakaś wartość.

W każdym razie szkołę podstawową mamy za sobą. Jeszcze nie wiemy jakie będą oceny, ale myślę, że dobre. W każdym razie Aga jest zadowolona. Mówiła, że na każdym teście potrafiła prawie na wszytkie pytania odpowiedzieć.... a teraz planuje mieć wakacje ;)

sobota, 16 stycznia 2010

Krzyżówki - sesja zimowa

Już w piewszym tygodniu stycznia Agatka z Markiem wylądowali w szkole, w Krzyżówkach. "Sesja zimowa" zapowiadała się pod znakiem narciarstwa - tyle że nie dla nas. Agatka zaparła się, że nie zamierza na żadnych nartach jeździć. Ok, postanowiliśmy jej nie zmuszać, zapakowaliśmy do samochodu sanki i pojechali. Oto Agusia przed szkołą - ma do niej ponad 500 km.


Po przyjeździe okazało się, że większość rodzin ED wybiera się do Krzyżówek w drugim tygodniu, tak więc razem z Agatką były jeszcze dwie rodziny. W związku z tym Aga miała mieć instruktora tylko i wyłącznie do swojej dyspozycji. Postanowiła spróbować i jak spróbowała, to się zakochała. Co z tego, że narty wypożyczone, co z tego, że ubranko zdecydowanie nieodpowiednie - zasmakowała wielkiej przyjemności w korzystaniu z nart. Do czego też przyczynił się świetny instruktor - Szymon.

sobota, 24 października 2009

Tydzień Montesori

Ostatni tydzień był dla nas szczególny. Za radą Marcina Sawickiego, ze szkoły w Krzyżówkach, odważyłam się powierzyć całą odpowiedzialność za swoją naukę Agatce. Aga musiała sama zaplanować sobie ten tydzień i… nie musiała robić nic „z podręczników” jeśli by nie chciała. Jedyny warunek był taki, że miała przez 4 godziny dziennie pracować nad tym ,co ją aktualnie interesuje.

Aga zapaliła się do tego pomysłu bardzo. Natychmiast zrobiła sobie plan na następny dzień. Pracowała naprawdę sumiennie. Codziennie po powrocie z pracy otrzymywałam kolejną porcje rewelacji. A to, że napisała nowelkę, a to, że zaprojektowała dom, a to, że znalazła informacje o Namibii (2 punkty dla każdego, kto bez zaglądania do atlasu wie gdzie to jest ;) – my już wiemy), a to nauczyła się wiersza, czy przygotowała ulotkę o chomikach, czy też znalazła i opracowała informacje o Warszawie czy Wenecji. Ba pewnego dnia zabrała się nawet za matematykę – tyle, że podręcznik był inny niż ten z którego na ogół pracujemy.

W poniedziałek wracamy już do normalnej pracy, pod moim okiem. Ale raz na jakiś czas Aga będzie miała swoje tygodnie Montesorii.

W tym roku nie mamy egzaminów w środku roku szkolnego, więc jeszcze nie czuję presji (rok temu o tej porze już zaczynała dawać o sobie znać). O jak dobrze!

sobota, 10 października 2009

Inspiracja ze szkoły w Krzyżówkach

Agatka i Marek wrócili właśnie ze szkoły w Krzyżówkach, której Aga jest uczennicą. Obawiałam się tego jej wyjazdu, bo Aga była całkowicie i absolutnie na „nie”. Jeszcze pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe zadzwoniła do mnie z pretensjami, „że tam musi być”. Zastanawialiśmy się nawet, czy nie zrobiliśmy kolejnego życiowego głupstwa zapisując ją do szkoły, która jest tak daleko – jakby nie patrzeć prawie 600 km od Gorzowa – i do której ona ma tak negatywny stosunek (nawet jeśli tak naprawdę uczy się w domu). Jeśli jej postawa wobec szkoły miałaby taka pozostać, to byłoby to straszne, a nasz wysiłek daremny.

Ale już na drugi dzień… zaczęły się zajęcia i Aga była nimi zachwycona. Czym mianowicie? Ano tym, że mogła robić to co chce, więc zabrała się za pisanie książki o zwierzętach nocnych, kolejnego dnia napisała kolejną książkę tym razem „Ciekawostki o zwierzętach”, innego dnia bawiła się (tak, tak bawiła się) matematyką. W ten sposób upłynęło Agatce 5 dni. Szkoła, jak już pisałam w jakimś poprzednim wpisie, pracuje metodą Montessori. Rola nauczyciela polega głównie na inspirowaniu – w każdym razie w czasie pracy własnej. Szkoła w Krzyżówkach nie jest wielka, wręcz przeciwnie, ale teraz powiększyła się o ponad 30 dzieci z Edukacji Domowej z całej Polski. Dla nas, rodzin ED, szkoła (czyli ludzie, którzy nią zarządzają, a więc Ola i Marcin Sawiccy, oraz pracujący tam nauczyciele) organizuje zjazdy, abyśmy mogli się ze sobą spotkać i wymienić doświadczeniami, abyśmy mogli nauczyć się trochę innych metod pracy z naszym dzieckiem (dzięki za wykłady, rozmowy i możliwości zobaczenia - to Marek), aby nasze dzieci mogły się spotkać. To był nasz pierwszy taki zjazd (a myśmy byli czwartą, albo piątą grupą – razem było 5 dzieci ED).

Chociaż mnie tam nie było, to dzięki opowieściom Marka i telefonicznej rozmowie z Marcinem Sawickim jestem zainspirowana. Aga także. Swój pokój przerobiła na „pracownię Montessori” i napisała kolejną książkę tym razem na temat różnych religii. Zobaczymy co będzie dalej. Od poniedziałku wracamy w nasze stare koleiny, ale już z próbą pozostawienia Agacie trochę większej samodzielności twórczej. Umówiłam się z nią, że tą naszą naukę „formalną” musimy zmieścić w jak najkrótszym czasie, aby potem miała dużo czasu na to co dla niej samej jest ważne i ciekawe. Może się uda, bo i ja po iluś tam tabletkach z żelazem czuję się trochę lepiej i mam nieco więcej siły.

środa, 14 stycznia 2009

Sprężyna

Agatka z Markiem w szkole w Krzyżówkach, a ja w tym czasie uzupełniam swoją edukację czytając "Sprężynę" - Małgorzaty Musierowicz. Właściwie to wychowawłam się na Jeżycjadzie i ona rośnie razem ze mną - toż ja jestem w wieku Idy Borejko. I przyznam, że nie pominęłam żadnej części tej genialnej w humorze i prostocie serii.

Jak zwykle książka mnie wciągnęła i łyknęłam ją w jeden wieczór. Ale niestety pobudziła moje wątpliwości odnośnie ED. W książce pojawia się świetny nauczyciel języka polskiego. Taki z wiedzą, pasją, taktem i czasem dla dzieciaków. Czytam i czuje, że z czegoś ograbiam Agatkę. Co prawda Aga nie chodziła na żadne kółka zainteresowań, bo po prostu nie miała ochoty. Do tego mam świadomość, że nawet jeśli tacy nauczyciele są, to moje dziecko niekoniecznie musi na takiego trafić, a nawet jeśli trafi to niekoniecznie musi się zachwycić. O sobie jako o nauczycielu też myślę jako o dobrym rzemieślniku w zawodzie, ale nie artyście pociągającym za sobą swoich uczniów. Ot takie dylematy, mamy edukującej w domu, bo decyzję, co dalej trzeba będzie podjąć i to już niedługo.

A książkę polecam.