Jeszcze tylko parę dni i będą święta. Wszyscy się do tego przygotowują, miasta pięknieją, chociaż nie ma śniegu (przynajmniej u nas) wieczorny spacer przypomina o świętach. Wczoraj wieczorem wybraliśmy się z Markiem (oczywiście bez Agi - bo dzieci w tym wieku chodzą już własnymi drogami)na spacer po Nowym Świecie i Krakowskim przedmieściu. Jest prześlicznie, kto nie był a może przyjść i nie ma alergii na tłumy ludzi, niech się wybierze. Naprawdę jest pięknie.
Etykiety
absolwenci
(6)
Agusia
(5)
angielski
(2)
Ania
(6)
artykuły
(8)
Budowanie w rodzinie relacji opartych na miłości
(3)
cała Polska czyta dzieciom
(1)
chemia
(7)
Co można zrobić z powieścią
(4)
Czas wolny
(29)
doświadczenia
(16)
ED
(122)
Edukacja domowa - pomyśla
(5)
Edukacja domowa nastolatków
(5)
egzaminy
(13)
fizyka
(1)
geografia
(3)
historia
(9)
kreatywność
(4)
Krzyżówki
(5)
Książka
(15)
matematyka
(2)
Montessori
(1)
nauka
(18)
plastyka
(10)
polski
(10)
Poradnia PP
(3)
prace pisemne
(4)
Rozkoszuj się swoimi dziećmi
(4)
Różnorodne wątpliwości związane z ED
(3)
skauting.
(6)
szkoła
(13)
Święta
(13)
teatr
(1)
the Boyer Blog
(17)
ustawa
(2)
video
(8)
Wakcyjna wyprawa
(5)
Warszawa
(17)
WOS
(1)
wychowanie
(9)
wycieczki
(28)
Zdjęcia
(4)
zgoda
(5)
zjazd
(9)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas wolny. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 grudnia 2011
piątek, 9 grudnia 2011
Flexagon
Wspaniała zabawa, akurat na weekend.
Zrobiłam i działa
Więcej i z klejeniem można znaleźć tutajA tu są papierowe bombki.
wtorek, 22 listopada 2011
Labolatorium chemiczne w Koperniku
W sobotę uskuteczniliśmy kolejną wyprawa, znowu związana z chemią. Aga tym razem poszła z tatą do Centrum Kopernik, ale nie po to by biegać po całym "Koperniku", ale by wziąć udział w zajęciach w laboratorium chemicznym. Zajęcia takie odbywają się we wtorki i czwartki dla grup zorganizowanych oraz w soboty i niedzielę dla osób indywidualnych. Niestety zajęcia chemiczne dla osób indywidualnych dotyczą tylko robienia mydła. Dobre i to. W każdym razie Aga wyszła zadowolona, z "kawałkiem" masy mydlanej, którą sama zrobiła, wlanej do pojemnika. Zajęcia trwały prawie dwie godziny. W tym czasie Marek pobuszował po centrum, ale gdy z nim rozmawiałam to okazało się, że wielu rzeczy nie widział. Bo to centrum takie jest: ogromne i eksponaty do eksperymentów zmieniają się, pojawiają się nowe, psują się stare. Poza tym jest tego tyle, że jedno wyjście to zdecydowanie za mało, aby zobaczyć wszystko.
Zastanawiam się, czy nie moglibyśmy skrzyknąć się na jakiś wtorek czy czwartek i wybrać się na jakieś inne zajęcia do tego laboratorium.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Warszawa - Śródmieście
Wykorzystaliśmy pobyt w Muzeum Marii Skłodowskiej Curie do połażenia sobie po Śródmieściu Warszawy. Spacer nie był za długi. Od ulicy Freta poszłyśmy na ulicę Podwale do Placu zamkowego. Zawsze kiedy spaceruje po Warszawie zadziwia mnie to, że to wszystko jest odbudowane, że w 45 roku tutaj były tylko ruiny i wiele lat później także.
Odkryłam coś, co większość Warszawiaków (i nie tylko Warszawiaków) zna mianowicie miejsce, gdzie jest pomnik małego powstańca. Okazało się, że jest prawie obok pomnika Kilińskiego.
sobota, 19 listopada 2011
Muzeum Marii Skłodowskiej Curie
Z racji pracy nad chemią postanowiłam wybrać się z Agą do muzeum Marii Skłodowskiej Curie. Muzeum znajduje się w Śródmieściu Warszawy, na ulicy Freta 16. Mieści się ono na pierwszym piętrze odbudowanej po wojnie kamienicy, w której Maria Skłodowska się urodziła i zajmuje zaledwie 3 pokoje. Nie będę ukrywać, że wyszłyśmy stamtąd mocno rozczarowane. Bo tak naprawdę znajduje się tam tylko trochę zdjęcia naszej najwybitniejszej uczonej. Jeszcze kilka pamiątek, które możne policzyć na swoich palcach jeden człowiek i mała rekonstrukcja szopy, w której pani Maria razem z mężem dokonywała swoje doświadczenia. Przypuszczam, że moje rozczarowanie, jak zwykle w takich przypadkach, wynika z nierealistycznych oczekiwań. Nie potrafię powiedzieć czego oczekiwałam, ale wiem że jednak czegoś większego. Może innego ustawienia, tych zdjęć. Może jakiejś historii opowiedzianej w przemyślany sposób. Może i byłoby to fajne, gdyby ktoś pokusił się o nagranie audio, co pozwoliłoby obejrzeć te zdjęcia razem z opowieścią? Sama nie wiem. W każdym razie, kto się tam wybiera niech przynajmniej wie, co go czeka. Na pewno nie jest to miejsce rozbudzające pasje i ciekawość.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale robiłam je najprostszym aparatem jaki chyba istnieje i nie za bardzo nadaje się do pomieszczeń.
A na koniec ciekawostka z naszego edukatorskiego podwórka: Maria Skłodowska-Curie, podobnie jak wielu rodziców w Polsce, narzekała na francuski system edukacyjny. W związku z tym jej córki nie chodziły do szkoły tylko uczyły się w domu. Efekty edukacji domowej młodych panien Curie są powszechnie znane (jeden Nobel i jeden Pullizer). Na tym zdjęciu mamy domową lekcję dziewczynek.
wtorek, 15 listopada 2011
Las Kabacki
Coś nam dzisiaj nie szła nauka. Nie o to chodzi, że Aga nie pracowała, ale dzień był jakiś taki senny, że i jej i mi kleiły się oczy. W końcu stwierdziłyśmy, że nie po to człowiek jest w ED, aby w takich chwilach czuł się niewolnikiem podręczników, więc postanowiłyśmy odstawić je na bok i wybrać się na spacer. Las Kabacki niedaleko, więc podreptałyśmy w tamtą stronę. Jak na listopad przystało las jest już nieco smętny, przyszarzały. Ale mimo to wciąż piękny.
czwartek, 6 października 2011
Edukacja domowa bez mamy
Tak się złożyło, że na 3 dni wylądowałam w szpitalu, a Agusia została sama w domu. Oczywiście wieczorem wracał do domu tata i razem robili niemiecki, ale ze wszystkim pozostałym została sama. No i co? No i nic - czy jestem, czy mnie nie ma moje dziecko rano wstaje i się uczy. Co prawda z paroma kwestiami zadzwoniła do mnie i odłożyłyśmy to do czasu mojego powrotu, ale pozostałe rzeczy zrobiła i to bardzo dobrze. Codziennie uczyła się 2-3 tematów z historii, codziennie pracowała nad angielskim, ćwiczyła matematykę (nowe tematy czekają na mnie ;) i do tego przeczytała drugi tom "Krzyżaków", a po lekcjach robiła to co lubi robić najbardziej - czyli..... filmy o makijażu. Mniejsza o makijaż, ale filmy naprawdę bardzo fajnie przycina, coś tam dodaje, coś przyspiesza - i doszła do tego jak to robić zupełnie samodzielnie.
I właśnie to jest niesamowite: samodzielność i dyscyplina w nauce, samodzielność w szukaniu tego co ją interesuje, a najzabawniejszy (chociaż oczywisty) jest fakt, że pracując nad tymi filmami ona się nie męczy, nawet jeśli trwa to kilka godzin i nawet jeśli musi rozwiązać jakieś tam problemy, dojść jak coś zrobić, znaleźć samodzielnie rozwiązanie. A na wszystko dlatego, że ma czas, dlatego, że nigdy nie kończy lekcji po 13.30, zazwyczaj o 12.30 i po tej godzinie oczywiście nie ma do odrobienia żadnych zadań domowych.
piątek, 16 września 2011
Kółko fotograficzne
Zapisałam Agatkę na kółko fotograficzne do Pałacu Kultury (to taki wysoki budynek w centrum Warszawy ;). Niestety z powodu choroby na pierwsze zajęcia nie mogła pójść. Wczoraj pojawiła się tam po raz pierwszy. Dzieciaki miały zajęcia w ciemni - bawiły się papierem i odczynnikami. Efekty pracy Agi są bardzo ciekawe. I chociaż "normalnych" zdjęć już się nie robi w ten sposób, to dla niej jest to interesujące, że tak też można, że jakiś płyn powoduje zmianę koloru papieru itd. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu przez 2 godziny i 15 minut (co oznacza 3 godziny lekcyjne). Koszt zajęć to 150zł na semestr - więc do wytrzymania. Właściwie to chciałam, aby Aga zapisała się na więcej zajęć, aby poznawała ludzi i pasjonatów itd. Ale uparła się, że te jedne jej wystarczą. Może ma rację - niech się skupi na jednej rzeczy.
poniedziałek, 25 lipca 2011
Obóz nad Biebrzą
Ostanie dwa tygodnie Agatka spędziła nad Biebrzą - na obozie organizowanym przez nasz kościół. Cisza, brak sklepów, świeże powietrze, grupa sprawdzonych, wartościowych przyjaciół - ot czego trzeba młodemu człowiekowi by odpoczął. Przy okazji Aga doszła do przekonania, że chce przyjąć chrzest. Jak postanowiła, tak zrobiła, a myśmy mieli przywilej brać udział w tej uroczystości. Nutę romantyzmu dodała do tego natura, bo chrzest odbył się w rzece, padał deszcze, a moje dziecię było szczęśliwe.
Samo miejsce jest bardzo urokliwe. Nieuregulowana rzeka i bagna.
sobota, 16 lipca 2011
Powsin
Obie córcie na obozach, więc mama z tatą zwiedzają "samodzielnie" ciekawe miejsca. Coś mi się zdaje, że z uwagi na wiek moich dzieci, coraz częściej będzie to tak wyglądać. Cóż, czas nie stoi w miejscu i chociaż wielu rodzicom maluchów wydaje się, że tak będzie już zawsze, że dzieciaczki zawsze (a przynajmniej przez wiele wiele lat), będą małe, to jednak tak nie jest. I dzieje się to o wiele za szybko - tak przynajmniej to wygląda z mojej perspektywy.
No ale nic to, trzeba się cieszyć tym co przynosi dzień dzisiejszy. A przyniósł piękną pogodę, wolny dzień, więc na rowerkach pojechaliśmy sobie do ogrodu botanicznego w Powsinie. Przepiękne miejsce, które chciałam odwiedzić już bardzo dawno temu.
niedziela, 27 lutego 2011
Ferie w Bieszczadach
Właśnie wróciliśmy z ferii w Bieszczadach - a konkretnie w Puławach gmina Rymanów. Agusia była na obozie narciarskim zorganizowanym przez ludzi z naszego kościoła. W Puławach jest wyciąg, a właściwie dwa - i orczykowy i krzesełkowy. Aga pokochała narty w ubiegłym roku, więc gdy nadarzyła się okazja nie zastanawialiśmy się.
Musieliśmy ją tam zawieźć a potem przywieźć, więc postanowiliśmy też zrobić sobie urlop i wynajęliśmy pokój u gospodarzy w agroturystyce, jakieś 2 km od wyciągu. Dzięki temu Aga i Marek mogli sobie pojeździć na nartach. Ja mogłam sobie pochodzić z kijami.
Miejscowość spokojna. Przy wyciągu nie sprzedaje się alkoholu, więc nie ma obawy, że jakiś narciarz nabierze odwago po 3 piwach i stratuje nam dziecko. Przy wyciągu wypożyczalnie sprzętu. Kto ma ochotę na spokojny urlop, to chyba jest to dobre miejsce.
Na wszelki wypadek podaję namiary na naszych gospodarz
tel.134359168,
Elżbieta Rusnok
Puławy Dolne 4
dane do nawigacji:
N 49*29'35"
E 21*54'23"
A jutro wracamy do nauki. Niedługo mamy (tzn. Aga ma - bardzo ją denerwuje, gdy mówię, że mamy) egzamin z biologii.
czwartek, 17 lutego 2011
WF - basen
Wczoraj wieczorem Agusia poszła z tatą na basen solankowy. W promieniu 1 km mamy chyba z 3 baseny. W tym jeden solankowy. Nie jest za duży, ale Agatka wróciła bardzo zadowolona - zwłaszcza, że ten czas spędziła z tatą.
niedziela, 9 stycznia 2011
Scrap
W sobotę poszłyśmy z Agatką na spotkanie scrperek - wynikiem tego spotkania były dwie kartki - jedna moja, jedna Agatki. Oczywiście to się w ogóle nie umywa do kartek jakie robiły inne dziewczyny, ale i tak fajnie wyszło. Czy to co robiłyśmy to edukacja? Według mnie tak. To jest edukacja i to nie tylko scrapbookingu, ale przede wszystkim uczenie tego jak się uczyć od innych.
A oto kartka Agatki:
I druga zrobiona w domu:
A oto kartka Agatki:
I druga zrobiona w domu:
piątek, 7 stycznia 2011
Podróż "Wędrowca do świtu"
Czas przed-sesyjny nie przeszkadza nam korzystać z uroków cywilizacji. Korzystamy z niej, a jakże. Tym razem z multikina na Ursynowie. Byliśmy na filmie z naszej ulubionej serii "Narnii". Jeżeli chodzi o mnie, to pierwszy raz byłam na filmie 3D. Ciekawy efekt. Natomiast jeżeli chodzi o film, to ... no cóż, chyba już się opatrzyłam tym filmom, bo potrafię tylko powiedzieć - "hm? może być". Właściwie gdyby nie postać Eustahego, to film byłby jakiś taki papierowy. Sama nie wiem, może moje odczucia wynikają z tego, że kilka razy czytałam książkę? A Agatka bardzo lubi tę serię. Więc z niecierpliwością czekamy na kolejną część.
czwartek, 8 lipca 2010
Ach.... wakacje
Ania na obozie we Lwówku Śląskim. Aga z harcerzami nad morzem. Rodzice w domu odpoczywają.
Agatka jak wróci na pewno coś napisze o obozie. Mam nadzieję, że szefostwo obozu tym razem dało temat przewodni taki, że nikt z moich czytelników nie obrazi się na mnie, ani nie oburzy, jak to miało miejsce po biwaku. Jakby nie patrzeć nie mam na to wpływu. Ale te sytuacje pokazują, że zawsze, gdy oddajemy nasze dziecko na wychowanie komuś innemu (nawet na trochę), to nie mamy wpływu na wiele rzeczy. Czasami możemy walczyć o zmiany, ale często o wielu rzeczach po prostu nie wiemy a na inne zwyczajnie nie mamy wpływu.
Agatka jak wróci na pewno coś napisze o obozie. Mam nadzieję, że szefostwo obozu tym razem dało temat przewodni taki, że nikt z moich czytelników nie obrazi się na mnie, ani nie oburzy, jak to miało miejsce po biwaku. Jakby nie patrzeć nie mam na to wpływu. Ale te sytuacje pokazują, że zawsze, gdy oddajemy nasze dziecko na wychowanie komuś innemu (nawet na trochę), to nie mamy wpływu na wiele rzeczy. Czasami możemy walczyć o zmiany, ale często o wielu rzeczach po prostu nie wiemy a na inne zwyczajnie nie mamy wpływu.
niedziela, 28 lutego 2010
Święto losów
Wczoraj na całym świecie Żydzi obchodzili święto Purim – czyli po polsku Święto Losów.
Chociaż nie jesteśmy Żydami postanowiliśmy w tym roku dołączyć do społeczności żydowskiej i razem z nimi obchodzić to radosne święto. Chcieliśmy w ten sposób przybliżyć Agatce i sobie troszeczkę kulturę narodu wybranego, jakby nie patrzeć „starszego brata” chrześcijan.
Najpierw trochę poszukaliśmy informacji na temat tego święta – czego dotyczy? Jak je się obchodzi?
Jest to święto upamiętniające niemalże cudowne ocalenie Żydów z zagłady jaka była na nich szykowana w czasach, gdy mieszkali w wielkim królestwie Perskim. Zausznik króla Persji, Haman, postanowić zniszczył Żydów., lecz jego plany spełzły na niczym dzięki odwadze dwojga ludzi - żony króla, Estery i jej wuja Mordechaja. Haman i jego stronnicy zostali zgładzeni tego samego dnia którego mieli wymordować Żydów. Następny dzień, 14 adar stał się świętem.
W czasie święta, które ma charakter karnawału, ludzie przebierają się, rozdają sobie prezenty, ucztują, no i oczywiście czytają księgę Estery.
Myśmy także przebrali się: Marek za piłkarza, ja za „syrenkę” (hihihi – dodam, że była to syrenka nieco przy kości), a Agatka za modelkę. Zrobiliśmy sobie ucztę z pierogów i ciasteczek, co popijaliśmy totalnie niezdrową Coca-colą. A w czasie, gdy Marek czytał księgę Estery, przy imieniu Hamana robiłyśmy z Agatką dużo hałasu. Rozdaliśmy sobie też prezenty (liczba mnoga pokazuje, że każdy dostał kilka).
Potem graliśmy sobie w różne gry planszowe – dzięki czemu zapomniałyśmy o obowiązkach, zbliżających się egzaminach. Było nam po prostu ze sobą dobrze.
A w tym czasie nasza starsza córcia była na urodzinach u swojej koleżanki…. Estery.
O święcie Purym i innych ciekawych sprawach dotyczących społeczności żydowskiej można więcej przeczytać na portalu tej społeczności klikając tutaj
Dla mnie najciekawsze jest to, że chrześcijanin tak łatwo może wpasować się w to święto. Bo ono pokazuje, że Bóg z łatwością może wyratować nawet w sytuacjach, które wydaja się beznadziejne.
poniedziałek, 15 lutego 2010
Błogosławione ferie
W naszym województwie już dawno zapomnieliśmy o feriach zimowych, bo mieliśmy je jako pierwsi. Ale chcę o nich wspomnieć, gdyż postanowiłam, że będzie to czas takiej „normalnej” edukacji domowej, bo przecież byłam w domu. Oj cudownie było – no prawie. Zaczynałyśmy rano i wczesnym popołudniem Aga miała zrobione wszystkie „zadania obowiązkowe”. Muszę powiedzieć, że nawet się nie buntowała, że oto jej koleżanki mają ferie, a ona musi się uczyć. Było to dla niej normalne.
Ale, żeby nie było, że tylko się uczyła – pewnego dnia moja przyjaciółka zabrała Agę wraz ze swoją córeczką na lodowisko. Dlaczego nie zrobiła tego mama? No cóż…. Wstyd się przyznać, ale mama nigdy nie miała łyżew na nogach. Dziewczynki były przeszczęśliwe i obiecały sobie, że to nie ostatni raz.
Niestety zapomniałyśmy o tym, że Agatka ma za dwa dni mieć robioną biopsję z nóżki (coś tam jej wyskoczyło i sterczy), więc z powtórki wyszły nici. Poza tą jedną planowaną wizytą w szpitalu, dwa dni później zaliczyłyśmy szpital po raz kolejny. Agatkę dopadł jakiś wirus żołądkowy i wylądowała pod kroplówką. Brr… Jak widać, człowiek strzela, ale to Pan Bóg kule nosi – nasze plany zostały troche pokrzyżowane. Ale I tak był to bardzo dobry czas. Pracując z Agatką odpoczywałam.
sobota, 2 stycznia 2010
Jak już pisałam wcześniej brak czasu bardzo mocno nam (a szczególnie mi) doskwiera. Właściwie nie mam mowy o świadomym "uczeniu przy okazji", jeżeli coś takiego ma miejsce to robi to sama Agatka. Ale mimo braku czasu udaje nam się czasami robić wspólnie coś innego niż tylko rozwiązywanie problemów z podręcznika.
Oto np. zrobiłyśmy doświadczenie sprawdzające jaki obraz powstanie gdy użyjemy soczewki obustronnie wypukłej. Znałam to doświadczenie teoretycznie, ale gdzieś wewnętrznie nie wierzyłam, że naprawdę powstaje po drugiej stronie jakis obraz. Myślałam, że to jest tylko takie abstrakcyjne określenie. Ale nie!!!! Wzięłyśmy świeczkę, lupę i zamknęłyśmy się w ciemnej łazience. Aga przesuwała lupą próbując złapać ostrość i nagle zobaczyłyśmy na ścianie wyraźny powiększony i odwrócony obraz naszej świecy. Nawet kolory się zgadzały. Szok po prostu.
Ponadto Agatka często namawia nas na wspólną grę w Cashflow - bardzo dobra gra edukacyjna - ucząsa praktycznie czym są pasywa, aktywa. Pokazująca jak wygląda przepływ pasywny (czyli z aktywów). W grze rodzą się dzieci, płaci sie podatki i spłaca kredyty. Można zakupić akcje, nieruchomości. Ceny akcji rosną lub spadają. Zdarzają się redukcje akcji i zwolnienia z pracy. Jednym słowem samo życie. Aga jest bardzo dobra w "te klocki". Ogrywa nas bez pardonu. A pomyśleć, że jeszcze tak niedawno nie bardzo chciała zostać nawet bankierem wydającym pieniądze.
Poza tym, czasami chodzi z Markiem na basen.
A samodzielnie chodzi na gimnastykę korekcyjną (coś ostanio marudzi, że tam się nudzi i wolałaby ćwiczyć sama w domu, hm???), buduje domy korzystając z gry "the sims 2", tworzy modę dla wirtualnych lalek i czyta ksiązki.
czwartek, 29 października 2009
Wyjazd do babci i dziadka w środku tygodnia
Agatka bardzo chciała pojechać do babci i dziadka pod Gdańsk. I... pojechała. Zabrala ze sobą książki obiecując mi, że będzie się tam uczyć. Oto jedna z wielu zalet edukowania dziecka w domu. Wyjeżdża sobie toto w środku tygodnia, a ja nie muszę 1) zastanawiać się jak usprawiedliwię jej nieobecność 2) martwić się o szkolne zaległości. Dziecko pojechało, na miejscu się uczy - przy okazji może pobawić się ze swoim króliczkiem, który kilka lat temu wyemigrować z naszego domu i jest szczęśliwe, o szczęściu dziadków nie wspominając. Same pozytywy.
poniedziałek, 23 lutego 2009
Ferie
Pierwszy tydzień moich ferii za nami. Tydzień pod znakiem gości - do Agatki przyjechały dwie koleżanki z Poznania, Hania i Sara. Dziewczynki zabrały ze sobą swoje dwie świnki, więc razem z Bibusiem Agatki miałyśmy w te dni trzy świnki i trzy dziewczynki. Całe to towarzystwo musiało zmieścić się na 10 metrach kwadratowych sypialni Agatki - oczywiście na noc. Ponieważ dziewczynki przepadają za zwierzątkami, więc dużo czasu spędzały zajmując się nimi. Były też wypady do sklepów zoologicznych, było też pieczenia specjalnych świnkowych kolb.
Poza tym poszłyśmy sobie do mojej szkoły pograć w koszykówkę. Dziewczyny nauczyły mnie pieć Apple Cramble - ciasto pyszne i tak proste, że nawet ja się nauczyłam. Zajmowały się troszkę elektroniką, a przy okazji zobaczyły jak mieszają się ze sobą kolory oraz wymyśliły w jaki sposób można pewne zrobione przez siebie urządzenie zastosować do produkcji scrapowych gadżetów.
Pod koniec pobytu wzięłyśmy udział w konferencji organizowanej przez nasz kościół. Dziewczynki na tę okazję upiekły jedno z ciast - Apple Cramble właśnie. Pycha.
W każdym razie moja córeczka była bardzo szczęśliwa. Ale niestety jej szczęście zakończyło się razem z odjazdem sióstr, buuu.... Naprawdę bardzo dobry czas miałyśmy razem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































