wtorek, 30 sierpnia 2011

Warto przeczyt;ać

Autorka bloga "Nauka i pasja" zamieściła bardzo dobry tekst na temat warunku jakie powinni spełniać rodzice, aby uczyć w domu. Bardzo dobry tekst, dlatego go polecam.


niedziela, 28 sierpnia 2011

Pomóżmy Hiszpanom

Na blogu "Pionierzy edukacji domowej" znajduje się apel o pomoc hiszpańskiej rodzinie, która zamierza edukować domowo swoje dzieci. Pomoc ma polegać na wysłaniu listu poparcia dla tej rodziny, która na początku września stanie przed sądem właśnie w tej sprawie. Adres i przykładową treść listu można znaleźć na ww.stronie.

piątek, 26 sierpnia 2011

Wybór szkoły

Rok szkolny już za progiem, a my? Jak zwykle u nas wszystko jakieś takie niezaplanowane - a ja tak kocham planować. W każdym razie jeszcze do przedwczoraj, nie wiedziałam do jakiej szkoły zapiszę Agatkę, czy też może zostanie w szkole, w której byliśmy do tej pory. W szkole tej, w Gorzowie Wlkp., nie było nam źle. Wręcz przeciwnie, spotkaliśmy tam się z ogromną życzliwością. Ale niestety szkoła ta jest zbyt daleko od Warszawy więc zaczęłam szukać szkoły tutaj na miejscu. Nie będę opisywać perypetii ze szkoła, z których zrezygnowałam już na samym starcie (a to miały strasznie wysokie wymagania odnośnie wyników egzaminów, a to zażądały bardzo wysokiego czesnego, a to jakieś inne dziwne wymagania). W każdym razie stanęło na tym, że złożyłam podania o ED do trzech szkół. Jedna w Nowej Iwicznej, druga lokalna na Ursynowie i prywatna szkoła "Kolorowy Czas". Dlaczego aż tyle szkół? Ano dlatego, że chciałam mieć szkołę życzliwą, ale jak najbliżej miejsca mojego zamieszkania (które znowu się zmieni ;). Aby Aga mogła korzystać ze szkoły, a także, aby dojazdy na egzamin nie były zbyt kłopotliwe. Nowa Iwiczna jest pod Warszawą, jesteśmy w trakcie kupowania własnego kąta, właśnie w tej miejscowości. Ale niestety, wbrew naszym oczekiwaniom, nie uporamy się z finalizacją transakcji do końca sierpnia, a niestety ze względu na ilość dzieci w szkole, gdzie na 300 miejsc, mają 700 uczniów, dyrekcja wymagała ode mnie zameldowania. 1 września na pewno nie będziemy go mieli, i z tego powodu szkoła ta odpadła. 

Odpadło też gimnazjum "Kolorowy Czas". Nie będę ukrywać, że szkoła ta miała najbardziej kuszącą propozycję dla rodziców uczących w domu. Niestety okazało się, że z formalnego punktu widzenia ta szkoła.... nie istnieje, przynajmniej na razie. Użyłam tego zwrotu dlatego, że szkoła po prostu nie została przez MEN wpisana do rejestru szkół, bo nie spełnili jakiś wymogów. Do dzisiaj nie dostali takiego wpisu, może w przyszłości dostaną, tego nie wiem. Ale panowie prowadzący tę szkołę, cały czas przekonywali mnie, że wszystko z prawnego punktu widzenia jest w porządku i już jest załatwione. Nie oceniam, czy robili to świadomie czy nie, ale niewiele brakowało, a obudziłabym się "z ręką w nocniku", bo właśnie tę szkołę wybrałam dla Agi. I co miałabym zrobić, gdyby tak okazało się np. w listopadzie, że niestety Agata nie figuruje w żadnej szkole mającej prawo prowadzić działalność edukacyjną na poziomie gimnazjum? Skrzywdziłabym swoje dziecko, ot co. Na szczęście dociekliwość jednej z mam, także zainteresowanych tą szkołą, kazał jej wykonać kilka telefonów i do kuratorium i do Ministerstwa. I okazało się, że póki co szkoła nie otrzymała stosownego wpisu, a nas uratowało przed fatalną decyzją.

Została nam więc jedna szkoła. Nasze rejonowe gimnazjum, ze względu na miejsce zamieszkania. Mające już doświadczenie z ED (niezbyt udane niestety). Może nie jest to szkoła moich marzeń, o ile w ogóle w Polsce taka istnieje, ale odczuwam w swoim sercu pokój i mogę już spokojnie myśleć o nowym roku szkolnym. Jakieś drobne formalności jeszcze trzeba załatwić, ale to już drobiazg.

Książki kupione, podstawa programowa rozpisana na ten rok. Przemyślenia jak pracować w swoim głównym zarysie też spisane (bo ja to jestem z tych, którzy muszą planować i to najlepiej na piśmie ;). Od przyszłego czwartku, spokojnie zabieramy się do roboty.

środa, 17 sierpnia 2011

GMO

Na stronie Alert Box można podpisać petycje do pana prezydenta, aby zawetował ustawę o nasiennictwie, wprowadzającą tylnymi drzwiami GMO. Można też przeczytać, dlaczego takie kraje jak Niemcy, Francja czy Szwecja, zatrzaskują drzwi przed GMO.

Link do petycji jest tutaj
Link do wyjaśnienia o co chodzi jest tutaj

niedziela, 31 lipca 2011

Zielona Warszawa


Po kilku miesiącach mieszkania w Warszawie odkrywam, że jest to miasto parków, skwerów i zieleni (doliczyłam się 60 parków, nie licząc skwerów czy prawego brzegu Wisły). Powoli je odkrywam. W zeszłym tygodniu byłyśmy z Agatka w Parku Ujazdowskim. Park niezbyt duży, ale cudowny, zadbany i taki "klimatyczny". Chociaż niech nikogo nie zwiodą zdjęcia, który sugerują, że jest to oaza spokoju. Niestety nie jest - w parku bardzo mocno słychać miasto, jakby nie było znajduje się w Śródmieściu (między Alejami Ujazdowskimi a Trasą Łazienkowską). Ale i tak moim zdaniem jest piękny.





Razem z Markiem odkryliśmy też piękno Pole Mokotowskiego. Bardzo duży teren (ponad 68ha), pięknie wyrzeźbiony (podobno jest to dzieło człowieka, nie natury), znajduje się zaraz obok stacji metra o wdzięcznej nazwie "Pole Mokotowskie" - bo jakże inaczej ma się ona nazywać. Park nie jest aż tak dopieszczony jak Ujazdowski, ale w przeciwieństwie do tamtego jest na tyle duży i zadrzewiony, że wygłusza hałas miasta.







wtorek, 26 lipca 2011

Dramat w Norwegii

Jestem bardzo poruszona tym, co zdarzyło się kilka dni temu w Norwegii (wybuchy w centrum Oslo, strzelanie do młodzieży spędzającej wakacje na wyspie). Sytuacja, która nie mieści mi się w głowie, której nie potrafię opisać, bo nie znam odpowiednich słów, mogących wyrazić moje emocje i myśli z tym związane. Jakoś łatwiej mi przyszło pogodzić się i potraktować za występujące w świecie rzeczywistym, wybuchy w centrum Oslo (jak łatwo przyzwyczajamy się do aktów terroryzmu), w ostatnich latach takie rzeczy zdarzały się i gdzieś w mojej głowie siedziało przekonanie, że są możliwe. Ale strzelanie do nastolatków spędzających wakacje na wyspie? Jest czymś tak nierealnym, tak.... no właśnie nie mogę znaleźć słów, a czuję ból - bo te nastolatki były mniej więcej w wieku moich córek. 

W każdym razie postanowiłam, że skoro mieszkam w Warszawie, skoro jest tutaj ambasada Norwegii - to pójdę do tej ambasady i złożę kondolencje. Pojechałyśmy tam dzisiaj rano z Agatką. Zabitym już nie pomożemy, ale ich rodziny i przyjaciele i w ogóle przerażeni mieszkańcy Norwegii zasługują na nasze wyrazy współczucia i sympatii. I myślę, że to dobrze, aby nastolatki Polskie (a wiec też Aga), mogły takie coś małego z siebie dać. Zresztą od pierwszego dnia ludzie przychodzili pod ambasadę, aby to współczucie wyrazić.



poniedziałek, 25 lipca 2011

Obóz nad Biebrzą


Ostanie dwa tygodnie Agatka spędziła nad Biebrzą - na obozie organizowanym przez nasz kościół. Cisza, brak sklepów, świeże powietrze, grupa sprawdzonych, wartościowych przyjaciół - ot czego trzeba młodemu człowiekowi by odpoczął. Przy okazji Aga doszła do przekonania, że chce przyjąć chrzest. Jak postanowiła, tak zrobiła, a myśmy mieli przywilej brać udział w tej uroczystości. Nutę romantyzmu dodała do tego natura, bo chrzest odbył się w rzece, padał deszcze, a moje dziecię było szczęśliwe.


Samo miejsce jest bardzo urokliwe. Nieuregulowana rzeka i bagna.