wtorek, 13 września 2011

Odkrycie

Odkryłam coś bardzo banalnego odnośnie ED, coś o czym wszyscy, którzy zetknęli się z edukacją domową na pewno wiedzą. Otóż bez względu na to jakie metody nauczania przyjmiemy, bez względu na to jakie motywacje kierowały nami, aby nasze dzieci uczyły się w domu - żadne z tych dzieci nie uczy się dla ocen. To jest niesamowite. Bo przecież szkoły są tak ustawione, że niewiele dzieciaków tak funkcjonuje. Większość uczy się dla ocen właśnie - czyli albo, aby otrzymać dobrą ocenę, albo po to, aby nie otrzymać złej. A tutaj proszę, przez większość część roku jest dokładnie odwrotnie.

poniedziałek, 5 września 2011

Początek roku szkolnego

Początek roku szkolnego zdecydowanie nam nie wyszedł. Co prawda miałyśmy "przegląd podręczników" i nawet Aga ustaliła w jakiej kolejności będzie się uczyć przedmiotów "blokowych", ale zaraz po tym złapała anginę i teraz leży grzecznie w łóżku, co w połączeniu z zaplamionym gardłem wskazuje, że nie ma tutaj żadnej symulacji. W każdym razie dzisiaj i pewnie jutro jej odpuszczę. W środę zobaczymy jak będzie się czuła. Może skubniemy coś edukacyjnego. 

Jeżeli chodzi o nasze plany na ten rok, to zamierzamy pracować podobnie jak w poprzednim roku. Czyli niektóre przedmioty są roczne (j.polski, angielski, niemiecki, matematyka) inne są prowadzone blokami - czyli jeden przedmiot przez kilka tygodni, a zaraz potem egzamin, po egzaminie zaczynamy następny przedmiot itd.(tutaj mamy: historię, chemie, WOS, biologie, geografię i fizykę) oraz informatykę, którą będziemy robić równolegle z przedmiotami rocznymi, ale na pewno skończymy kilka miesięcy przed zakończeniem roku szkolnego.

Ponadto zapisałam Agę do Pałacu Młodzieży na fotografię. Chciałam jeszcze na jakieś inne, ale Aga się uparła, że absolutnie sobie innych dodatkowo nie życzy. Ok, niech się skupi na tym co lubi. Zapisy niby były przez 2,5 dnia, ale już po godzinie na zajęciach z fotografii nie było miejsc. Przypuszczam, że na wiele innych zajęć miejsca także szybko się skończyły. Ale nam się udało, byłyśmy prawie na początku. 

Poza tym Agusia zaczęła rysować mangę. Kupiłam jej książkę uczącą jak to robić, blok i odpowiednie ołówki i pisaki. Na razie jest pełna zapału. 

Zamierzam także codziennie z nią ćwiczyć. Ja jestem za gruba, a Aga ma kłopoty z kręgosłupem. Więc będziemy ćwiczyć razem. I mam nadzieję, że nam się to uda. Obie na tym skorzystamy.

Ania już jest w szkole w Gdyni. Odwieźliśmy ją dopiero w sobotę - nie mieliśmy możliwości wcześniej. Sama nie bardzo mogła jechać, bo jak tu zabrać taką ogromną ilość rzeczy jaką człowiek potrzebuje do życia. Z kocem, pościelą i poduszką włącznie, nie mówiąc o książkach, zeszytach, kubkach, żelazku itd. Od razu wpadła w szkolny wir, bo okazało się, że przez te dwa dni zaplanowano już sprawdziany (z pierwszej klasy) i "duże" zadania domowe oraz lekturę, na którą ma dwa dni, bo już w poniedziałek zaczynają. Z jednej strony cieszę się, że jest w szkole o tak wysokim poziomie (w ubiegłym roku mieli 2 miejsce w Polsce jeżeli chodzi o maturę obowiązkową i 1 jeżeli chodzi o dodatkową), ale z drugiej strony jestem przerażona tym strasznym wyścigiem szczurów, jaki tam obserwuję i w którym Ania bierze udział (chociaż ona na szczęście stara się dystansować od rywalizacji z kolegami).

wtorek, 30 sierpnia 2011

Warto przeczyt;ać

Autorka bloga "Nauka i pasja" zamieściła bardzo dobry tekst na temat warunku jakie powinni spełniać rodzice, aby uczyć w domu. Bardzo dobry tekst, dlatego go polecam.


niedziela, 28 sierpnia 2011

Pomóżmy Hiszpanom

Na blogu "Pionierzy edukacji domowej" znajduje się apel o pomoc hiszpańskiej rodzinie, która zamierza edukować domowo swoje dzieci. Pomoc ma polegać na wysłaniu listu poparcia dla tej rodziny, która na początku września stanie przed sądem właśnie w tej sprawie. Adres i przykładową treść listu można znaleźć na ww.stronie.

piątek, 26 sierpnia 2011

Wybór szkoły

Rok szkolny już za progiem, a my? Jak zwykle u nas wszystko jakieś takie niezaplanowane - a ja tak kocham planować. W każdym razie jeszcze do przedwczoraj, nie wiedziałam do jakiej szkoły zapiszę Agatkę, czy też może zostanie w szkole, w której byliśmy do tej pory. W szkole tej, w Gorzowie Wlkp., nie było nam źle. Wręcz przeciwnie, spotkaliśmy tam się z ogromną życzliwością. Ale niestety szkoła ta jest zbyt daleko od Warszawy więc zaczęłam szukać szkoły tutaj na miejscu. Nie będę opisywać perypetii ze szkoła, z których zrezygnowałam już na samym starcie (a to miały strasznie wysokie wymagania odnośnie wyników egzaminów, a to zażądały bardzo wysokiego czesnego, a to jakieś inne dziwne wymagania). W każdym razie stanęło na tym, że złożyłam podania o ED do trzech szkół. Jedna w Nowej Iwicznej, druga lokalna na Ursynowie i prywatna szkoła "Kolorowy Czas". Dlaczego aż tyle szkół? Ano dlatego, że chciałam mieć szkołę życzliwą, ale jak najbliżej miejsca mojego zamieszkania (które znowu się zmieni ;). Aby Aga mogła korzystać ze szkoły, a także, aby dojazdy na egzamin nie były zbyt kłopotliwe. Nowa Iwiczna jest pod Warszawą, jesteśmy w trakcie kupowania własnego kąta, właśnie w tej miejscowości. Ale niestety, wbrew naszym oczekiwaniom, nie uporamy się z finalizacją transakcji do końca sierpnia, a niestety ze względu na ilość dzieci w szkole, gdzie na 300 miejsc, mają 700 uczniów, dyrekcja wymagała ode mnie zameldowania. 1 września na pewno nie będziemy go mieli, i z tego powodu szkoła ta odpadła. 

Odpadło też gimnazjum "Kolorowy Czas". Nie będę ukrywać, że szkoła ta miała najbardziej kuszącą propozycję dla rodziców uczących w domu. Niestety okazało się, że z formalnego punktu widzenia ta szkoła.... nie istnieje, przynajmniej na razie. Użyłam tego zwrotu dlatego, że szkoła po prostu nie została przez MEN wpisana do rejestru szkół, bo nie spełnili jakiś wymogów. Do dzisiaj nie dostali takiego wpisu, może w przyszłości dostaną, tego nie wiem. Ale panowie prowadzący tę szkołę, cały czas przekonywali mnie, że wszystko z prawnego punktu widzenia jest w porządku i już jest załatwione. Nie oceniam, czy robili to świadomie czy nie, ale niewiele brakowało, a obudziłabym się "z ręką w nocniku", bo właśnie tę szkołę wybrałam dla Agi. I co miałabym zrobić, gdyby tak okazało się np. w listopadzie, że niestety Agata nie figuruje w żadnej szkole mającej prawo prowadzić działalność edukacyjną na poziomie gimnazjum? Skrzywdziłabym swoje dziecko, ot co. Na szczęście dociekliwość jednej z mam, także zainteresowanych tą szkołą, kazał jej wykonać kilka telefonów i do kuratorium i do Ministerstwa. I okazało się, że póki co szkoła nie otrzymała stosownego wpisu, a nas uratowało przed fatalną decyzją.

Została nam więc jedna szkoła. Nasze rejonowe gimnazjum, ze względu na miejsce zamieszkania. Mające już doświadczenie z ED (niezbyt udane niestety). Może nie jest to szkoła moich marzeń, o ile w ogóle w Polsce taka istnieje, ale odczuwam w swoim sercu pokój i mogę już spokojnie myśleć o nowym roku szkolnym. Jakieś drobne formalności jeszcze trzeba załatwić, ale to już drobiazg.

Książki kupione, podstawa programowa rozpisana na ten rok. Przemyślenia jak pracować w swoim głównym zarysie też spisane (bo ja to jestem z tych, którzy muszą planować i to najlepiej na piśmie ;). Od przyszłego czwartku, spokojnie zabieramy się do roboty.

środa, 17 sierpnia 2011

GMO

Na stronie Alert Box można podpisać petycje do pana prezydenta, aby zawetował ustawę o nasiennictwie, wprowadzającą tylnymi drzwiami GMO. Można też przeczytać, dlaczego takie kraje jak Niemcy, Francja czy Szwecja, zatrzaskują drzwi przed GMO.

Link do petycji jest tutaj
Link do wyjaśnienia o co chodzi jest tutaj

niedziela, 31 lipca 2011

Zielona Warszawa


Po kilku miesiącach mieszkania w Warszawie odkrywam, że jest to miasto parków, skwerów i zieleni (doliczyłam się 60 parków, nie licząc skwerów czy prawego brzegu Wisły). Powoli je odkrywam. W zeszłym tygodniu byłyśmy z Agatka w Parku Ujazdowskim. Park niezbyt duży, ale cudowny, zadbany i taki "klimatyczny". Chociaż niech nikogo nie zwiodą zdjęcia, który sugerują, że jest to oaza spokoju. Niestety nie jest - w parku bardzo mocno słychać miasto, jakby nie było znajduje się w Śródmieściu (między Alejami Ujazdowskimi a Trasą Łazienkowską). Ale i tak moim zdaniem jest piękny.





Razem z Markiem odkryliśmy też piękno Pole Mokotowskiego. Bardzo duży teren (ponad 68ha), pięknie wyrzeźbiony (podobno jest to dzieło człowieka, nie natury), znajduje się zaraz obok stacji metra o wdzięcznej nazwie "Pole Mokotowskie" - bo jakże inaczej ma się ona nazywać. Park nie jest aż tak dopieszczony jak Ujazdowski, ale w przeciwieństwie do tamtego jest na tyle duży i zadrzewiony, że wygłusza hałas miasta.